Opowieść dla dzieci – „Jaskółki”

A oto pierwsza opowieść dla dzieci, która każdy rodzic możne wykorzystać.

– Pi-pi-pi! – wołała jaskółka na swą towarzyszkę. A to miało znaczyć: czy daleko jeszcze mamy lecieć?

– O, daleko – odpowiedziała jej druga. Jaskółka widocznie się zmęczyła.

I nic dziwnego – bardzo dawno są w drodze, lecą aż z za morza. Zimę całą przebyły w krajach gorących, gdzie ani śniegu, ani mrozu nie widziały, a było tam tak ładnie, jak u nas w lecie. Ale te kraje są bardzo, bardzo daleko.

Wielka gromada jaskółek stamtąd wracała, ale po drodze niektóre z nich już odnalazły gniazdka swoje i pozostawały. Drużyna stawała się coraz mniejszą.

– Pi-pi! – zawołała głośno jaskółka.

– Pi-pi! – powtórzyła za nią druga. I obie oddaliły się od stada i w bok odleciały.

Zobaczyły swoje miejsce rodzinne i bardzo się uradowały. Bo też jaskółki to zmyślne ptaszki – pamiętają nie tylko wieś, ale nawet dom i strzechę, pod którą zostawiły gniazdka swoje. Lecą jaskółki, lecą – szybują w powietrzu niby strzała – spieszno im do gniazdka.

Oto już są przy nowym, porządnym domku z ganeczkiem od frontu.

Cieszą się ptaszki, że mają gniazdko gotowe, które sobie w zeszłym roku ulepiły, że zaraz jajeczka w nim złożą.

Jedna wyprzedza drugą, wpada do gniazdka i spostrzega, że wróbel w nim siedzi.

Jaskółki poczęły piszczeć i kwilić. Latają i dużo robią hałasu.

A wróbelek z gniazda to łebek wysuwa, to znowu się chowa i ani myśli wychodzić.

– Pi-pi-pi! – wołają przeraźliwie jaskółki. A miało to znaczyć: czyśmy po to się mozoliły nad swym gniazdkiem, lepiły je, wyścielały, żeby je temu próżniakowi oddać?

– Precz mi stąd, precz! Pi-pi-pi! – i znowu piszczeć zaczęły.

Słysząc to, wróbel wcisnął się w głąb gniazdka i ani się ruszy.

Widzą jaskółki, że nie poradzą same, – lecą pod inne strzechy, do swych towarzyszek jaskółek i uskarżają się na los swój.

Jaskółeczki litościwe zrozumiały, że wielka krzywda dzieje się ich siostrzyczkom. Postanowiły przyjść im z pomocą i wyrzucić wróbla. Wróbel tymczasem, zauważywszy, że jaskółki już odleciały, wysunął główkę z otworu, rozgląda się wkoło i cieszy się, że zdołał gniazdko zabrać. Już chciał polecieć do innych wróbli, aby się przed niemi pochwalić, aż tu widzi całą chmarę jaskółek, pędzącą wprost ku niemu. Ptaszki otoczyły gniazdko, zaczęły piszczeć, skrzydełkami o nie uderzać, dzióbkiem o dach stukać, a niektóre do gniazdka główki powsuwały.

Widzi wróbel, że to się źle skończyć może. Z jedną, dwiema jaskółkami toby sobie jeszcze dał radę, ale z taką masą niema żartów. Zadziobać jeszcze mogą na śmierć. To też po krótkim namyśle odleciał. A jaskółki wesoło szczebiotały, podziękowały towarzyszkom i wzięły się do uporządkowania gniazdka, bo wiadoma rzecz, iż wróbel nie umie tak porządnie utrzymać gniazdka, jak jaskółki.

Poleciały na pole, znalazły trochę wełny, kilka piórek, a nawet nie żałowały wydzierać z siebie trochę pierza i wszystko pokładły do gniazdka. Zrobiły ładne, miękkie posłanie i spokojnie zaczęły składać jajeczka.

O wróblu długo jeszcze pamiętały i szczebiotały o nim pomiędzy sobą.