Pogadanki religijne cz. 2

Przyszedł Andrzej rybak, by usłyszeć, co im dziś Jezus powie, i Mateusz cieśla, i babka stara. Niedługo zaroiło się na górce od ludzi. Byli tam młodzi i starzy gospodarze i żebracy, a nawet kalecy przywlekli się, by na to piękne oblicze spojrzeć i słodkie słowo posłyszeć. Pan Jezus patrzył na wszystkich łaskawie i cichym łagodnym głosem tak zaczął: — Pewien człowiek wracał z miasta Jerozolimy i zasłabł w drodze. Nie mógł iść dalej i na w pół martwy upadł na ziemię. Zdarzyło się, że tą samą drogą szedł jakiś przechodzień, popatrzył na leżącego i poszedł dalej. Także i drugi człowiek szedł tamtędy i ujrzawszy chorego, też go minął. Niedługo potem przejeżdżał Samarytanin, a widząc słabego człowieka, leżącego na ziemi, ulitował się nad nim. A zbliżywszy się, zawiązał rany jego, zabrał go ze sobą i zaprowadził do gospody. Nazajutrz zapłacił gospodarzowi za utrzymanie chorego i prosił, żeby się nim zaopiekował. Który z tych trzech był najlepszy dla chorego? — zapytał Chrystus. — Tak, Samarytanin, bo umiłował bliźniego. I wy to czyńcie. Trzeba miłować bliźniego, a bliźni, to każdy człowiek. Trzeba być dla niego dobrym, życzliwym, pomagać mu w potrzebie, podzielić się tym, co mamy. Kto ma większy dobytek, niech podzieli się z biedakiem; kto ma więcej siły i zdrowia — niech pomoże słabszym w pracy; smutnego człowieka niech pocieszy, a każdego dobrem słowem pozdrowi. A wtedy poczujecie w duszy waszej radość i wesele, to Bóg zsyła na was promyk Królestwa Niebieskiego.

One Comment
  1. Reklama
    |