Pogadanki religijne cz. 3

Niech teraz każdy z was zastanowi się, czym może pomóc bliźniemu. Nastała cisza. Każdy był myślami zajęty. Pierwszy odezwał się Filip, zamożny gospodarz. — Dam drzewa z mego lasu na odbudowę pogorzelcom. Ja przetrzymam u siebie dzieci chorej Anny, zanim wyzdrowieje — odezwała się Maria. A ja drzewo porąbię sąsiadom, bo starzy — dodał Judasz. I tak każdy coś zaofiarował. — Cóż ja stary bez nogi mogę ludziom pomóc, skoro sam ledwie łażę po świecie. — Możesz — odrzekł Andrzej rybak. — Znasz Mateusza, który od roku leży chory, przyjdź czasem do niego, opowiedz, coś widział, coś słyszał, chodząc po świecie, a zapomni o chorobie, gdy ciebie słuchać będzie.— A ja, biedny pastuszek, chyba fujarkę z wierzbiny ukręcę dzieciom.— Ja będę co dzień izbę zamiatać — odezwał się mały Tomek.— A ja ściereczki matce upiorę — zawołała mała Marcia. Wtem z pomiędzy obecnych wyskoczył mały Janek, podlega do Pana Jezusa i płaczliwym głosem powiada: — A ja ? Ja też chcę miłować… i pomagać. Uśmiechnął się Nauczyciel, przygarnął dziecko do siebie powiada: — Przynieś suchych gałęzi do chaty staruszki Jakubowej. — Dobrze, lecę… — wykrzyknął chłopak i już był na dole, biegnąc do lasu. Słońce już wysłało ostatnie promienie swoje, zapadł zmrok księżyc ukazał się na niebie, kiedy ludzie zaczęli się rozchodzić. Szli tym razem powoli, cicho, nikt rozmawiać nie chciał, bo każdy myślał tyko o tym, co słyszał od Nauczyciela, myślał, komu przyjdzie jutro z pomocą. I była cisza J);około. Zdawało się, że echo roznosi w powietrzu słowa Chrystusa: miłuj bliźniego.

One Comment
  1. Reklama
    |